Październik to na wielu budowach moment, w którym dom jest już pod dachem, okna są wstawione, a przed zimą chce się jeszcze zamknąć instalacje podtynkowe i wpuścić tynkarzy. Elektryk dostaje wtedy kilka dni na rozprowadzenie przewodów, osadzenie puszek i przygotowanie miejsca na rozdzielnicę. Decyzje podjęte w tym krótkim czasie zostają w ścianach na kilkadziesiąt lat.
Inwestor nie musi znać się na elektryce, ale kilka spraw powinien przemyśleć sam, bo to on będzie w domu mieszkał. Chodzi przede wszystkim o miejsce rozdzielnicy, jej wielkość z zapasem na przyszłość oraz o to, jak elektryk wykonuje połączenia w puszkach, których po tynkowaniu nikt już nie zobaczy.
Gdzie postawić rozdzielnicę, zanim tynkarze wejdą na budowę
Rozdzielnica powinna stać w miejscu łatwo dostępnym dla domowników, suchym i niezastawionym meblami. Najczęściej wybiera się korytarz przy wejściu, wiatrołap albo pomieszczenie gospodarcze na parterze. Garaż jest dopuszczalny, ale przy wjeździe zimą do środka trafia wilgoć i sól z drogi, a przy awarii po zmroku nie każdy chce iść przez cały dom do bramy garażowej. Kotłownia z kotłem na paliwo stałe to z kolei złe miejsce ze względu na pył i temperaturę.
Ważna jest też wysokość. Aparaty powinny być na takiej wysokości, żeby dorosły mógł bez stołka sięgnąć do wyłącznika różnicowoprądowego, a jednocześnie dzieci nie miały do nich swobodnego dostępu. Rozdzielnicę planuje się również z myślą o trasach przewodów: im bliżej środka budynku, tym krótsze obwody i mniej bruzd. W domach parterowych dobrze sprawdza się korytarz centralny, w piętrowych miejsce przy klatce schodowej, skąd łatwo poprowadzić przewody na górę.
Ile modułów naprawdę potrzeba w domu jednorodzinnym
Najczęstszy błąd na tym etapie to rozdzielnica dobrana na styk. Na budowie liczy się obwody oświetlenia, gniazd w pokojach, kuchni i łazience, a później okazuje się, że brakuje miejsca na obwód pompy ciepła, rekuperatora, ładowarki samochodu, bramy wjazdowej czy instalacji fotowoltaicznej. Przyjmuje się, że po pierwszym montażu przynajmniej jedna trzecia miejsc w rozdzielnicy powinna zostać wolna. Większa obudowa kosztuje niewiele więcej, a wymiana gotowej wnęki w otynkowanej ścianie to już kucie i malowanie.
Gdy inwestor pyta elektryka, jaka będzie skrzynka, ten często słyszy po prostu prośbę o „skrzynka podtynkowa, żeby nic nie wystawało ze ściany”. Taka rozdzielnica ma wnękę osadzaną w murze i drzwiczki zlicowane z tynkiem, więc wymaga dokładnego wymierzenia głębokości ściany. Przy ścianach działowych z cienkich bloczków trzeba sprawdzić, czy obudowa nie przebije się na drugą stronę, a przy ścianach zewnętrznych pamiętać, że wnęka osłabia izolację. Warto też zwrócić uwagę na liczbę rzędów, miejsce na listwy zaciskowe przewodów ochronnych i neutralnych oraz na to, czy obudowa ma przepusty od góry i od dołu.
Bruzdy, przewody i oznaczenia obwodów
Przewody w ścianach prowadzi się w strefach instalacyjnych, czyli poziomo kilkanaście centymetrów pod sufitem i nad podłogą oraz pionowo przy krawędziach otworów i narożnikach. Dzięki temu po latach, wieszając szafkę czy obraz, można przewidzieć, gdzie biegnie kabel. Ukośne skróty przez środek ściany są prostsze dla wykonawcy, ale niebezpieczne dla każdego, kto później będzie wiercił otwory.
Przed tynkowaniem warto zrobić zdjęcia każdej ściany z widocznymi przewodami, najlepiej z miarką w kadrze. Taka dokumentacja zajmuje kwadrans, a przydaje się przy każdym remoncie. Równie ważne jest oznaczenie końcówek w rozdzielnicy: każdy przewód powinien mieć opis, do którego obwodu należy. Elektryk, który kończy instalację po kilku tygodniach od rozprowadzenia kabli, nie musi wtedy zgadywać, który z kilkudziesięciu przewodów wychodzi z kuchni, a który z łazienki.
Puszki, połączenia i złączki, czyli to, czego potem nie widać

Większość awarii instalacji w nowych domach nie wynika z samych przewodów, tylko z połączeń. Luźny zacisk grzeje się pod obciążeniem, a w puszce zakrytej tynkiem albo płytą gipsową objawy pojawiają się dopiero, gdy coś zaczyna pachnieć spalenizną. Dlatego w puszkach podtynkowych przewody łączy się na złączkach o potwierdzonych parametrach prądowych, a skręcanie żył na „kapturek” i owijanie taśmą uznaje się dziś za złą praktykę.
Popularne złączki Wago z dźwigienkami pozwalają połączyć w jednej puszce żyły jedno- i wielodrutowe o różnych przekrojach, a połączenie można rozpiąć przy późniejszej przeróbce bez cięcia przewodu. Przy wyborze patrzy się na zakres przekrojów, liczbę torów i dopuszczalny prąd. Złączka musi pasować do obwodu, a nie tylko do przewodu, który akurat jest pod ręką. Inwestor może poprosić elektryka o pokazanie kilku otwartych puszek przed tynkowaniem. To dobry moment, by sprawdzić, czy połączenia są uporządkowane, a puszki mają zapas miejsca.
Odbiór instalacji i papiery, które zostają w domu
Po zakończeniu prac elektryk wykonuje pomiary: ciągłości przewodów ochronnych, rezystancji izolacji, impedancji pętli zwarcia oraz sprawdza zadziałanie wyłączników różnicowoprądowych. Wyniki trafiają do protokołu, który jest potrzebny przy odbiorze domu, przy podpisywaniu umowy z dostawcą energii, a często także przy ubezpieczeniu. Warto przechowywać go razem ze schematem rozdzielnicy i zdjęciami ścian.
Przed pierwszą zimą w nowym domu dobrze jest jeszcze raz przejrzeć listę rzeczy, które łatwo pominąć:
- opis wszystkich obwodów na drzwiczkach rozdzielnicy,
- wolne miejsce na przyszłe obwody i zapasowe przepusty w obudowie,
- zdjęcia tras przewodów w każdym pomieszczeniu,
- protokół z pomiarów podpisany przez osobę z uprawnieniami.
Elektrycy kompletują obudowy, aparaty modułowe, puszki i złączki zwykle w hurtowniach elektrotechnicznych. W oddziałach Onninen można skonsultować dobór rozdzielnicy do liczby obwodów i głębokości ściany, co przy budowie z różnych materiałów ma praktyczne znaczenie.
Dobrze zaplanowana rozdzielnica i staranne połączenia to rzeczy, o których domownicy po prostu nie myślą przez kolejne lata. Parametry obudów i złączek, a także ich dostępność, sprawdzisz na www.onninen.pl

